Przywitanie z AI (w tle)

Sztuczna inteligencja jest w mojej ocenie jedną z najbardziej interesujących i nieodkrytych dziedzin informatyki. Wszak algorytmy, podstawy teoretyczne w postaci modeli matematycznych są znane od wielu lat. Mimo tego, zastosowanie AI wciąż rozpala emocje i wyobraźnię. Specjaliści od AI zafascynowani kolejnym wdrożeniem zastanawiający się nad tym w jakim obszarze mogą wykorzystać swój produkt. Z drugiej strony biznes wyprzedzający się w generowaniu pomysłów związanych z wykorzystaniem AI w procesach automatyzujących pracę, generujących oszczędności i jednocześnie zwiększając zyski.

AI == Future?

Mimo niesamowitego postępu technologi AI, rosnącej ilości materiałów, kursów (popularne MIT AI czy Oxford AI Course), gotowych narzędzi wykorzystujących AI (Tensorflow, nltk,  Pytorch) jest to wciąż obszar na którym jest wiele do zrobienia. A właściwie, obszar, z którego można wiele pożyczyć aby wnieść nową wartość do istniejących modeli biznesowych, produktów, usług, procesów. Wg danych z portalu Statista, zyski branży IT związane ze świadczeniem usług AI osiągną tym roku (2020)  ponad 22 miliardów dolarów aby za niespełna 5 lat osiągnąć przychody na poziomie 126 miliardów dolarów. Takich prognoz (pod względem przyrostów % year to year) nie ma przed sobą żadna z branż IT. Niewątpliwie, w najbliższych latach czeka nas wiele nowości w świecie AI.

Evoqai również w swojej strategii rozwoju obrał AI jako jeden z 3 kierunków mających stanowić podstawę źródła przychodów. Ale zanim o tym to trochę historii...

Pierwsze spotkanie z AI

Moja pierwsza przygoda ze sztuczną inteligencją miała miejsce w 2003 roku. Dokładnie 17 lat od momentu pisania tego posta, na studiach. Na początku wydawało mi się to wszystko totalną abstrakcją. Niemożliwym do nauczenia zlepkiem niezrozumiałych koncepcji i teorii, których nie będę w stanie pojąć.

Mój cel na początku był prosty: jakoś przez to przebrnąć i zaliczyć. I tak się stało. Z tym, że owa droga okazała się być fascynującą przygodą, która zakończyła się (trochę też za sprawą przypadku) zwolnieniem z egzaminu i zrodzeniem pasji do wszelkiego rodzaju automatyzacji. Do dziś wspominam symulację obiegu ściągawek na klasówce - tak brzmiał nasz pierwszy poważny projekt na SI. Potem kolejne zetknięcie z tematem, i kolejne zwolnienie z egzaminu.

Nasze drogi (moja i Sztucznej Inteligencji) rozeszły się na jakiś czas. Wszak jako wchodzący w dorosłe życie, musiałem się skupić na czymś, na czym się znałem i co pozwoli mi opłacić rachunki. W tamtym czasie było to programowanie aplikacji internetowych. I tak to trwało prawie dwa lata. Aż postanowiłem wszystko rzucić i spróbować swoich sił w świecie nauki. Dostałem się na studia doktoranckie. Ażeby było trudniej, to w Anglii, we wspólnym projekcie (PRiMMA) realizowanym przez The Open University, The Imperial College London oraz University of Bath. Do dziś nie wiem jak to się stało, ale się dostałem. A jeden z moich promotorów, Bashar Nuseibeh, po latach powiedział wprost: "I spot the potential". Całe szczęście dla mnie, ponieważ dzięki temu już niedługo później mogłem robić coś, co zawładnęło mną na ponad 3 lata: "doing academic research".

Zaczęło się od czytania i poszukiwania problemu. Aż w końcu (po ponad pół roku) go znalazłem i mogłem zacząć go doprecyzowywać i rozwiązywać. A to znaczyło, że znowu mogłem ubrudzić ręce w technologii: statystyka, data science, machine learning i moje ulubione user studies. Była to niesamowita lekcja, która zmieniła moje postrzeganie Świata i podejście do rozwiązywania problemów. Cóż to była za przygoda - stworzyć system wykorzystujący uczenie maszynowe oraz wiedzę na temat psychologii oraz HCI (Human Computer Interaction) aby dowieść, że można w ten sposób dołożyć cegiełkę do rozwiązania problemu prywatności. Problemu głęboko zakorzenionego w psychologii środowiskowej, o którym wtedy jeszcze niewielu sobie zdawało sprawę. A jednak udało się. PhD completed. A ja mogłem iść dalej.

Po doktoracie, moja przygoda z AI urwała się na prawie 8 lat. Nie licząc jakiś pomniejszych eksperymentów i zabaw z data science w R, Weka czy tensor flow. Aż w trakcie spotkań z jednym z klientów padło z jego ust pytanie, "czy mógłbyś zrobić system, który sprawi, że .... ?" No właśnie, to co było po że sprawiło, że rozwiązaniem tego problemu była sztuczna inteligencja właśnie. 6 tygodni zabawy z pythonem, nltk i podobnymi bibliotekami i tak się zrodził nasz pierwszy produkt wykorzystujący elementy AI: EvoScanner - system potrafiący rozpoznawać dane z faktur i dowolnych dokumentów. Co ciekawe, w 6 tygodni udało nam się zrobić model, który na próbce testowej działał o kilka procent lepiej niż inne produkty komercyjne dostępne na rynku. A dziś, stworzenie dedykowane modelu do klasyfikowania dowolnych dokumentów na podstawie treści to dla nas zadanie powszednie.

EvoqAI

W/w projekt to EvoScanner, a jego mały sukces sprawił, że postanowiliśmy zmierzyć się z czymś co wg mnie jest jednym z głównych obszarów rozwoju i przyszłej dominacji AI w biznesie - conversational AI. Czyli systemami wykorzystującymi sztuczną inteligencję do prowadzenia dialogu z człowiekiem. W Evoqai najwięcej uwagi poświęcamy voicebotom, czyli botom głosowym potrafiącym mówić, słuchać, rozumiejącym co się do nich mówi. Mówię tu o systemach, które wykorzystują najlepszy, najprostszy i najbardziej naturalny interfejs jaki wykształcił człowiek: ludzką mowę. Czy może być coś prostszego niż powiedzenie co się chce, ile i w jakim kolorze? Bez konieczności odrywania rąk od kierownicy albo bez konieczności patrzenia w ekran?

Ilość zastosowań jest ogromna: sprzedaż ubezpieczeń, sprzedaż kredytów, ocieplanie leadów, windykacja (przykład evobota), sprzedaż suplementów na odchudzanie, doradztwo, infolinie (weźmy ostatni przykład z branży: infolinia nt. koronawirusa), rezerwacje wizyt u lekarza, fryzjera, kosmetyczki. Do tego wszelkiego rodzaju ankiety, badanie satysfakcji klientów czy w końcu głosowanie (przykład voicebota wyborczego).

To tylko krótka lista zastosowań voicebotów, która tak naprawdę jest nieograniczona.

W 2008 roku natrafiłem na to video: Apple Knowledge Navigator, Jak to pierwszy raz oglądałem nie wierzyłem w to, że będę potrafił takie coś zrobić. Brzmiało to jak abstrakcja: człowiek prowadzi swobodny dialog z robotem. Do tego ten bot rozumie kontekst wypowiedzi, korzysta z systemów zewnętrznych aby wzbogacić rozmowę. Sprawia wrażenie myślącego. WOW. Potem Apple przedstawiło nam Siri, następnie Google i Amazon swoich asystentów a ludzie się zachwycali i dalej zachwycają botami i ich możliwościami. Pamiętam jak po zobaczeniu po raz pierwszy Knowledge Navigatora wpadłem na pomysł żeby zrobić bota, który będzie mi rekrutował uczestników do badania na temat prywatności z twittera. Co prawda mój bot ze sztuczną inteligencją nie miał wiele wspólnego - nie można przecież nazwać AI bota, który bazuje na prostym modelu i wyrażeniach regularnych. Ale bot robotę zrobił: moi rozmówcy z nim rozmawiali i byłem w stanie (tzn. bot był w stanie) ich nakłonić do wzięcia udziału w moim badaniu. Mój pierwszy twitter bot (https://twitter.com/entish) zrekrutował mi do ankiety badawczej ponad 3 tysiące osób z całego Świata w kilka dni. Ponad 200 wypełniło ankietę do końca. To był mega wynik jak na automat, który powstał w 2 godziny po obejrzeniu wspomnianego video. Czyż nie prawda, że boty można wykorzystać wszędzie?

Voiceboty? - to przecież takie proste...

W mojej opinii tworzenie botów głosowych jest jedną z trudniejszych technicznie dziedzin IT. Na naszym rynku działa wiele firm zajmujących się tematem, jak choćby Voicetel, Intelliwise czy Stanusch Technology. Jednocześnie wykorzystanie voicebotów jest wciąż niewielkie. Dziś zrobienie asystenta głosowego jest o wiele prostsze niż dawniej. Prostsze niż choćby 11 lat temu, kiedy nie było jeszcze narzędzi AI od Amazona, Google czy Microsoft. Wielu programistów powie, że wykorzystując dzisiejszą technologię można prostego bota złożyć z gotowych wręcz klocków: głos weźmiemy od Amazona, przetwarzanie tekstu z Dialog Flow. Kilka dni i gotowe. Ale doświadczenie pokazuje, że to jednak nie jest takie proste. Gdyby tak było, firm oferujących voiceboty byłoby tyle co firm produkujących strony internetowe. A każdy z nas na słowo voicebot by wiedział o czym mówimy. Tak jednak nie jest.

Trzeba pamiętać, że rozpoznanie tekstu czy synteza mowy to jedno. Ale jak sprawić żeby bot miał duszę, osobowość? Jak sprawić żeby był kulturalny, żeby słuchał kiedy powinien, i mówił kiedy jego kolej? Jak sprawić aby normy społeczne, oczekiwania drugiej strony dialogu były przez bota respektowane? Jak sprawić żeby bot rozumiał czy rozmawia z kobietą czy mężczyzną?

Jest element w tej całej botowej układance, który widzę jako jeden z kluczowych czynników decydujących o szerokiej akceptacji technologii głosowych. Jest to voicebot usability. W moim przekonaniu Historia o voicebotach to nie jest wyłącznie historia o technologii, o zamianie dźwięku na tekst czy generowaniu mowy. Niewątpliwie są to elementy technologiczne, bez których nie da się zrobić voicebota. Ale nie można w tym wszystkim zapominać o tym, że bot to jednak interfejs użytkownika. Głos to nasza klawiatura, myszka lub tablet, a bot to tylko interpreter i feedback. A skuteczny interfejs użytkownika to taki, którego nie trzeba się uczyć, który jest naturalny i tani w użytkowaniu. Jest takie pojęcie w HCI jak Interaction Cost. Pozwolę sobie przytoczyć definicję autorstwa Raluci Badiu (konsultant z NN Group): the interaction cost is the sum of efforts — mental and physical — that the users must deploy in interacting with a site in order to reach their goals. Co prawda koszt, o którym mowa odnosi się do stron www, lecz jak odniesiemy to do interfejsów (w tym głosowych) to każda osoba, która miała przyjemność robić boty wyciągnie z niej wnioski dla siebie. My doszliśmy do nich bardzo szybko (literatura nt Usability Goals obowiązkowa).

Nasze badania pokazują, że sposób reagowania, szybkość odpowiedzi, umiejętność przerywania własnej wypowiedzi przez bota czy zapamiętywanie kontekstu rozmowy są równie ważne co kompetencje. Nikt nie lubi jak mu się przerywa w trakcie wypowiedzi, każda milisekunda w oczekiwaniu na odpowiedź bota zwiększa ryzyko zakończenia rozmowy przez drugą stronę. Brak umiejętności reakcji na obiekcje nie wpływa dobrze na Customer Experience, a pytanie kilka razy o to samo w tej samej rozmowie ... to już nie te czasy.

Voicebot usability - co to takiego?

Teraz powinienem rozwinąć dalej wątek. Zrobię to w kolejnym poście. Póki co pozostawię więcej pytań niż odpowiedzi, ale wszystko wskazuje na to, że całą branżę Voicebot czeka ciekawa droga. A na koniec zawsze się wspomina wrażenia z drogi. My swoimi będziemy dzielili się na bieżąco.


Czy warto wyjść ze strefy komfortu?

Tak sobie czytam ostatnie posty, każdy coś podsumowuje opisuje więc dlaczego nie ja? W końcu rok był pełen wydarzeń, projektów, wyzwań, zmian itd. Jest o czym pisać...

Mądry człowiek powiedział, że "W życiu pewna jest tylko zmiana". Nie ma z czym dyskutować - fakt!

Rok 2019 rozpoczął się od decyzji o zmianie. Zmianie, która chodziła za mną od wielu lat. Zmianie, na którą ciężko się było zdecydować. Zmianie polegającej na porzuceniu pracy i uruchomienia własnego biznesu.

Od zawsze chciałem posiadać własną firmę IT, zawsze czułem, że wiem jak ją stworzyć i jakie cechy powinna posiadać aby odnieść sukces. Ale stojąc przed wyborem: stabilność i regularne wynagrodzenie (jednym słowem komfort) vs pomysł, perspektywy i niewiadoma (nazwijmy to krok wstecz), zawsze wybierałem to pierwsze. Prób było kilka, zawsze ktoś lub coś mnie skłaniało do pozostania. Aż do 2019! Decyzja była trudna, ale zapadła. A wierzcie mi, że pozostawienie ciepłej posadki, szczególnie jeśli Cię nikt z niej nie wygania, nie jest łatwe a wręcz trudne. Ale słowo się rzekło, czas wyjść ze strefy komfortu...

I tak powstało nowe słowo: EVOQAI. Słowo, które stało się nazwą firmy, która każdego klienta traktuje wyjątkowo a swoich współpracowników jak partnerów. Nazwa EVO-Q-AI powstała z połączenia trzech słów, które wyznaczają kierunek kreowania naszych produktów oraz sposób realizacji naszych usług:

EVO – Evolution, evolutionary, ewolucja

Ewolucja biznesu naszych klientów jest dla nas dobrem nadrzędnym. Uwielbiamy patrzeć jak nasi klienci korzystają z owoców naszej pracy i jak dzięki nam się rozwijają. Celem nadrzędnym jest dostarczanie wartościowych usług pozwalającym naszym klientom ewoluować. Celowo nie używamy słowa rewolucja, nie chcemy na siłę rewolucjonizować produktów czy usług naszych klientów. Wierzymy w zrównoważony i organiczny rozwój, który można osiągnąć tylko poprzez regularną i zdyscyplinowaną pracę. Czy to oznacza, że nie chcemy zrobić czegoś wielkiego? Oczywiście, że chcemy! Czy to oznacza, że nie chcemy burzyć zastanego porządku? Oczywiście, że chcemy! Ale nie jesteśmy tą firmą, która będzie kreowała przed klientami wyimaginowaną rzeczywistość i obiecywała stworzenie kolejnego „unicorna” tylko po to aby złapać kolejny projekt.

Ponadto, kolejnym ważnym elementem jest ewolucja i rozwój każdego z naszych współpracowników. Dlatego pomagamy naszym współpracownikom rozwijać siebie, swoje pasje, umiejętności. Bierzemy wolne na szkolenia, dajemy sobie odpocząć w wakacje i nie gniewamy się na siebie jak komuś się powinie noga. Po prostu pomagamy sobie naprawiać błędy i rozwijać skrzydła. To buduje niesamowitą atmosferę i kulturę pracy, a naszym klientom gwarantuje wsparcie, którego nigdy wcześniej nie mieli okazji doświadczyć.

Q – Quality, jakość.

Nasz zespół to prawie 20 lat doświadczenia łączącego pracę w IT, agencji interaktywnej, zarządzaniu projektami czy pracę na najwyższych stanowiskach menadżerskich. Wiele zrobiliśmy i wiele widzieliśmy. I jedno jest pewne, brak jakości zawsze negatywnie odbijał się na wszelkich projektach, których byliśmy częścią lub mieliśmy okazję obserwować. Dlatego jako cel nadrzędny postawiliśmy sobie, że naszym klientom zagwarantujemy produkty, usługi na najwyższym poziomie. Usługi, gdzie zrobione oznacza zrobione a testy końcowe są przyjemnością wieńczącą projekt a nie jego początkiem.

Jakość, to nie tylko dobrze przetestowany projekt. Jakość to całe doświadczenie jakie chcemy zaoferować naszym klientom i pracownikom. Począwszy od pierwszego spotkania, rozmowy, pierwszej analizy czy demo aż do wdrożenia, testów czy rozwiązywania problemów.

AI – Artificial Intelligence, Sztuczna Inteligencja.

Dla nas AI to nie jest kolejny slogan, ale obrany kierunek rozwoju produktów i usług. Traktujemy AI jako narzędzie wspomagające biznes i korzystanie z naszych produktów. Z powyższego hasła należy też wyciągnąć oddzielnie słowo Inteligencja, ponieważ w naszych rozwiązaniach stosujemy mechanizmy, których z naukowego punktu widzenia nie można nazwać sztuczną inteligencją, ale można je określić mianem smart. A przewagę osiąga się nie poprzez samą technologię, ale poprzez umiejętne jej wykorzystanie. Naszym klientom nie oferujemy rozwiązań AI na siłę, bardziej naszym celem jest osiągnięcie wizji jaką określono jako ubiquitous computing, czyli osiągnięcie stanu, w którym technologia (w tym przypadku AI) znika. Ale jej zniknięcie nie oznacza po prostu jej braku, ale takie umiejscowienie w produkcie, procesie czy usłudze, które sprawia, że po prostu przestajemy o niej myśleć. Nie myślimy o AI jak o technologii, która całkowicie zastąpi człowieka. Nasze produkty i usługi są bardziej ukierunkowane na rolę pomocniczą. I tak np oferujemy automatyczne klasyfikowanie dokumentów i uruchamianie procesów biznesowych na podstawie skanów, dostarczamy usługi porównywania zdjęć, potrafimy potwierdzić, że osoba ze zdjęcia na dowodzie to ta sama osoba, co siedzi aktualnie po drugiej stronie komputera, czy potrafimy dostarczyć bota, który zadzwoni do klienta z przypomnieniem lub ociepli Twojego leada.

Podsumowanie

Wizja, Misja, Cele, Strategia - to jedno. Ale jak to wdrożyć w życie? Czy w dzisiejszym świecie można stworzyć firmę, w której atmosfera to nie jest slogan a swoista kultura?

Na takie podsumowanie zbyt wcześnie, wszak na dobre funkcjonujemy od 6 miesięcy. Na to pytanie odpowiem po kilku latach. Ale jedno jest pewne, przy odpowiednim doborze ludzi, ich odpowiednim traktowaniu, odpowiednio zarządzając projektami oraz uwzględniając indywidualne pasje współpracowników można stworzyć atmosferę pracy, która sprzyja robieniu wyniku. Naprawdę!

Naszą przygodę oficjalnie rozpoczęliśmy na przełomie maja i czerwca, dziś mamy grudzień, 6 miesięcy pracy. A w naszym portfolio kilkanaście zrealizowanych projektów, uznani klienci, stabilny zespół (w tym część w Indiach), dwa biura i do tego płynność finansowa. Ostatnio czytałem artykuł o #JanuszachBiznesu i terminach płatności - u nas każda zapłacona na czas, a nawet przed! I to jest wspaniałe, że udało nam się w tak krótkim czasie zbudować coś co działa (może jeszcze nie na najwyższych obrotach) i ma perspektywy. A co jeszcze ważniejsze, robimy to w Ostrołęce i Łomży. Na szczęście nawet Polska powiatowa nie jest tak daleko od wielkiego Świata aby nie móc dla niego pracować.

I to jest to co w tym całym Evoqai lubię najbardziej. Mieszkamy na wsi, robimy mega projekty, do biura dojeżdżamy w kilka, kilkanaście minut i pracujemy dla dużych firm i cały czas do przodu (jak to mawia szef Starbucksa). A dodam, że wśród naszych klientów są takie marki jak Uniqa, TUZ, Capital Service, Catalyst Commercial czy Barrington Homes.

Dla tych klientów udało nam się stworzyć i wdrożyć szereg projektów, które są rozwijane i utrzymywane. Z tego miejsca wszystkich klientom DZIĘKUJEMY za zaufanie!

Nie można tu nie wspomnieć o inwestycjach. Poza produkowaniem oprogramowania dla innych cały czas rozwijamy bazę produktów własnych (przecież biznes nie może stać na jednej nodze). Stworzyliśmy i rozwijamy już 3 produkty własne:

  • EvoScanner - system sztucznej inteligencji do rozpoznawania danych z faktur w formacie pdf lub zdjęcia,
  • Serwis do weryfikacji podatników w Białej Liście Podatników VAT,
  • EvoBot - voicebot, który potrafi mówić i słuchać.

I to wszystko w 6 miesięcy!!

A do tego w końcu znalazłem czas na czytanie książek, wymienię tylko kilka: Labirynt Pawła Motyla, Sztuka wyciągania wniosków z porażek (...) Howarda Schultza (szef Starbucksa) czy Droga Rzadziej Przemierzana Pecka.

Czy warto wyjść ze strefy komfortu?

Tak! Ale to moje zdanie! Cokolwiek bym ne robił to każdy krok wstecz jest po to aby zrobić krok do przodu i wejść w kolejną strefę komfortu. Ważne aby w porę z niej wyjść i się nie zatracić.

Na pewno ludzie żyjący w strefie komfortu zatracają wiele instynktów, co skutkuje w ograniczeniu pomysłowości, kreatywności, zdolności analizy i oceny sytuacji (w tym tej związanej z ryzykiem prowadzenia biznesu). Są oni jak indyki i czarne łabędzie (opisane w Labiryncie P. Motyl), które nie dostrzegają nowych rozwiązań i ryzyk, jednocześnie zaślepieni comiesięczną gratyfikacją.

Ciekaw jestem co napiszę za rok, ale myślę, że dla całej Evoqai-owej rodziny mój krok wstecz okaże się wejściem do nowej strefy komfortu. A moja w tym głowa aby nikt nie przebywał w niej za długo. A nowe projekty, które czekają na nas w nowym roku na pewno pozwolą nam w porę uciekać z strefy komfortu, zanim przyjdzie znużenie, poczucie własnej nieomylności i wszechobecnej doskonałości.